O sztuce i kobiecości Monika Stanisławska-Pitoń

W inspirującej rozmowie dla ZgórLalki – Monika Stanisławska- Pitoń – niezwykle utalentowana i doceniana malarka, piękna i wrażliwa kobieta, kochająca żona i matka, wyjątkowo szczera i otwarta osoba.

 

 

  Myślę, że nie pogniewasz się, jeżeli nazwę Cię "Perłą" Kościeliska? Jak odnajdujesz się jako artystka wśród górali?

 

Dziękuję za miłe słowa. Jak mogłabym się za nie gniewać? 

Moją ulubioną przypowieścią jest ta o talentach. Rozumiem ją dosłownie. Trzeba odnaleźć swoje powołanie w życiu i zrealizować to, co Bóg nam podarował. Dlatego patrzę na ludzi przez pryzmat ich zdolności. Takich pereł jest wiele, niektórzy nawet nie mają tej świadomości. 

Jeśli chodzi o górali, to dość hermetyczna społeczność. I to dobrze, bo ważne jest, żeby zachowała swoją odrębność. Jestem w ciekawej sytuacji, bo jestem z zewnątrz, ale jako część góralskiej rodziny mogę obserwować świat tradycji góralskich od podszewki. Myślę, że daje to świeże spojrzenie. Jestem konsekwentna i idę wyznaczoną przez siebie drogą, rejestrując to co się dzieje dookoła mnie. Przekładam to na rysunki, obrazy i fotografie. To moja opowieść o Podhalu. Myślę, że Górale wiedzą, że szanuję i podziwiam ich kulturę. 

 

Czy czujesz się częścią góralskiej społeczności? Czym jest dla Ciebie tutejszy folklor i ludowość?

 

Tak sięwłaśnie czuję. Przez pierwsze lata nie miałam góralskiego ubrania, bo nie wiedziałam czy powinnam, ale Babcia Sebastiana, Bronisława (z domu Nędza-Kubiniec) wyhaftowała mi gorset i spódnicę i namówiła, żeby je nosić. Było wiele okazji - śluby, komunie, bierzmowania, święta... Zawsze czułam dumę, że mogę założyć to ubranie. Babcia Bronia kazała nosić, a Babci trzeba słuchać.

Ostatnio mamy wieczorną tradycję, że czytamy na głos książki Józefa Pitonia. Mąż mi czyta te opowieści, zdarza mi się usypiać, słuchając o przygodach i losach górali. Namawiamy stryka Józefa, żeby wydał znowu swoje starsze książki, bo nie są już dostępne na rynku, a naprawdę są świetne. 

Przez kilka lat mój najmłodszy syn był w zespole im. Klimka Bachledy prowadzonego przez Zosię Stanuch, zresztą też jest to krewna Sebastiana. Jeździłam z młodzieżą jako dodatkowy opiekun na różne występy i festiwale. Widziałam ich radość i zaangażowanie, słuchałam jak śpiewają, patrzyłam na próby tańca góralskiego.  Słuchałam, jak Zosia i inni górale opowiadają dzieciom o tradycjach, chodziliśmy na Pęksowy Brzyzek, oglądając miejsca spoczynku postaci zasłużonych dla Podhala i słuchając opowieści Zosi. Też się uczyłam. 

 

Czy to, co osiągnęłaś jako malarka daje Ci satysfakcję i poczucie samorealizacji?

 

Zdecydowanie. Czuję się spełnionym człowiekiem. 

Fascynuje mnie taniec góralski. Dobrze pamiętam dzień, w którym ośmieliłam się zmierzyć z tym tematem. Rozedrgane wirujące kolory fantastycznie zdobnych góralskich strojów, dynamika i dramaturgia tego tańca, ciągle robią na mnie ogromne wrażenie.  Maluję też portrety, zwłaszcza sobie cenię serię "Legendarni Podhalanie".

Malowanie i rysowanie portretów, to sztuka trudna i wymagająca. Trzeba zachować bezwzględnie podobieństwo i charakter postaci, a jednocześnie zachować dynamikę i ekspresję, by portret nie stracił walorów estetycznych. Jestem bardzo dumna, że udało mi się stworzyć zapotrzebowanie na moje portrety. Czuję się tutaj kontynuatorką Witkacego, którego Firma Portretowa to żywa legenda na Podhalu.

Ostatnio poprzez wieści o fatalnym pomyśle nakręcenia filmu fabularnego o Goralenvolk zaczęłam zgłębiać historię Podhala podczas II Wojny Światowej. Dowiedziałam się o niezwykłych i poruszających losach bohaterskich Kurierów Tatrzańskich. Moją naturalną reakcją było przygotowanie serii portretów przedstawiających Helenę Marusarzównę, Stanisława Marusarza i Józeja "Ujka" Krzeptowskiego. Prace są aktualnie prezentowane na wystawie w Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem. Co do filmu- robimy wszystko, żeby taki szkalujący wizerunek Górali i Polaków paszkwil nie powstał. 

 

Czym jest dla Ciebie kobiecość? Co według Ciebie kryje się za pojęciem kobiecości? Czy czujesz się spełniona jako kobieta? Jakie są Twoje typowo kobiece marzenia i pragnienia?

 

Kobiecość to opieka, którą otaczasz swoich bliskich. Wsparcie dla swojego mężczyzny. Zioła w apteczce i przetwory na zimę w spiżarce. Ciepły posiłek dla rodziny. Kochane psy i koty. Częste rozmowy z dziećmi i rodzicami, żeby nie stracić z nimi kontaktu i bliskości.

Ale z drugiej strony jest potrzeba własnego świata. W moim przypadku to moja pracownia, która jest miejscem gdzie jestem sama ze sobą. Góry, po których uwielbiam chodzić, warsztaty jogi, na które wyjeżdżałam kiedyś często,czy medytacje ignacjańskie w milczeniu.Kobieta musi się realizować, aczkolwiek nie w opozycji do swoich bliskich, a w porozumieniu ze swoją rodziną. Kobiecość jest uzupełnieniem męskości i bez tego drugiego bieguna nie istnieje.

 

Jak godzisz ze sobą te wszystkie role - bycie żoną, matką i artystką?

 

Doba jest zdecydowanie za krótka! Malowanie jest bardzo czasochłonne, ale zajmowanie się domem tak samo. Uwielbiam kuchnię, eksperymenty kulinarne, pieczenie chlebów. Kocham rośliny i patrzenie jak rosną, ogród to moja pasja, na którą mam za mało czasu. Moim marzeniem jest tworzenie naturalnych kosmetyków, nawet mam już kilka sprawdzonych receptur. 

No i sztuka- razem z Mężem jesteśmy w tym temacie pasjonatami, mamy wspólny język, jadąc gdzieś zawsze zwiedzamy stare kościoły i zamki. Kupujemy też mnóstwo książek, których już nawet nie ma gdzie trzymać. 

Kiedyś bardzo dużo czasu zajmowała opieka nad dziećmi, teraz chłopcy są już samodzielni. Jestem dumna, bo każdy idzie swoją ścieżką i staramy się ich wspierać w ich działaniach. Jakub jest muzykiem i dziennikarzem, a zawodowo ma swoją firmę, kręci świetne filmy i reportaże. Mikołaj właśnie zdał państwowe egzaminy i jest masażystą. Taki wybrał kierunek, chociaż zapowiadał się na świetnego informatyka i ciągle korzystamy z jego pomocy w obu tych tematach. Chociaż czasem myślę, że powinien być weterynarzem, bo kocha zwierzęta i zawsze wszystkie do niego przychodzą ze swoimi sprawami. Klemens jest niezwykle uzdolniony plastycznie, teraz zajmuje się cyfrowymi projektami 3d, ale też mimo młodego wieku zna programy dla architektów i pomaga tacie w pracy. Od 8 lat uczy się w domu, sporo czasu my go uczyliśmy, co też było czasochłonne, teraz jest bardzo samodzielny i świetnie się przygotowuje do egzaminów.  Jego pasją jest ostatnio żeglarstwo i filozofia. 

 

Jak to jest być żoną wybitnego, aczkolwiek bardzo kontrowersyjnego mężczyzny jakim jest architekt Sebastian Pitoń?

 

Poznaliśmy się,kiedy miałam 17 lat i od tego czasu jesteśmy nierozłączni. Mój Mąż jest człowiekiem walczącym o lepszy świat. Nie uznaje kompromisów, jest zasadniczy i wierzy w swoje ideały. Ma góralskie korzenie, jego Dziadkami byli Józef Pitoń Kubów i Bronisława z domu Nędza-Kubiniec. Ten góralski charakter powoduje, że jest dość uparty i nieprzejednany, jeśli chodzi o swoje działania. Może byłoby to dla mnie problemem, gdyby nie to, że jest jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich spotkałam i ma kręgosłup moralny. W świecie, gdzie ludzie ciągle ulegają jakimś naciskom, lękom, idą na kompromisy widzę, że jest jedyny w swoim rodzaju.Od momentu, kiedy go poznałam, podziwiam go za jego przenikliwy umysł i wybitne zdolności inżynierskie.  Kiedy się poznaliśmy, byłam w eksperymentalnej klasie menadżerskiej w najlepszym liceum w Łodzi i uczyłam się głównie matematyki. Tak, jak moi koledzy myślałam o kierunkach ekonomicznych lub związanych z zarządzaniem. Mąż był wtedy studentem architektury na Politechnice. Któregoś dnia rysował mi portret. Pozowałam, a to nudne zajecie, więc wzięłam pastelę i też go naszkicowałam. Ten rysunek mam do dzisiaj, jest naprawdę niezły. Był zaskoczony i powiedział, że mam duży talent. I od tego czasu nie godził się, żebym robiła cokolwiek innego, chociaż miałam różne pomysły. Najpierw dostałam się na Politechnikę na Architekturę, ale po pół roku studiów postanowiłam zdawać na Akademię Sztuk Pięknych. Byłam już żoną, szybko pojawił się na świecie pierwszy syn, Jakub. Sebastian był wtedy asystentem na wydziale Urbanistyki i Architektury. Przymierzał się do doktoratu. I w pewnym momencie wywróciliśmy nasze życie do góry nogami i postanowiliśmy zamieszkać w Kościelisku. Dzięki nieustannemu wsparciu męża dokończyłam studia, zmuszona jeździć na uczelnię do Łodzi z Podhala, co było trudne i kosztowne, zostawiając troje małych dzieci,koty i psy w domu, pod opieką męża. Trudno o dowód większego wsparcia ze strony męża, bo pomimo pracy zawodowej dawał radę to wszystko ogarnąć. Jest dobrym i troskliwym ojcem, wybiera też nietypowe dla zwykłych ludzi kierunki swoich działań. Po rozczarowaniu systemem edukacji, wspólnie podjęliśmy decyzję o edukacji domowej dla najmłodszego dziecka. Wzięliśmy na siebie ten obowiązek, bo stwierdziliśmy, że lepiej poprowadzimy nasze dziecko niż szkoła. Czas potwierdził słuszność naszej decyzji.Chyba jednak najważniejsze jest to, że potrafi mnie zawsze rozśmieszyć i pocieszyć.

 

Czy głośno komentowane w polskich mediach "Góralskie Veto" miało wpływ na Twoje relacje społeczne? Jak poradziłaś sobie z falą hejtu temu towarzyszącą?

 

Sebastian stanął sam przeciwko temu, co uznał za niesprawiedliwe, przeciwko krzywdzie i rozpaczy ludzi i tupnął nogą. I przyniosło to wielki oddźwięk. Mój Mąż jest odważnym człowiekiem. Ta odwaga udziela się otoczeniu, przyciąga też podobne osoby do naszego domu. Tu nie ma miejsca na strach i wahanie. Moim zadaniem jest wspieranie, bo widzę, że działania Sebastiana podyktowane są potrzebą naprawy życia społecznego. Nauczyłam się przy nim wyrażać swoje zdanie, nie bać się krytyki i nie tolerować w swoim otoczeniu ludzi, którzy są nieuczciwi lub krzywdzą innych. Falę hejtu przykryła fala poparcia, która szła do nas z całego świata. Poznałam niezwykłych ludzi, którzy też nie zgadzają się na dziadostwo, małostkowość i kłamstwa i też są odważni. Jestem żoną harnasia! Nie zamierzam się załamywać, że ktoś ma inne zdanie, jest złośliwy, lub chce mnie przestraszyć. Inne zdanie szanuję, jeśli jest wyrażone w kulturalny sposób, a złośliwych ludzilub mających inne pomysły zachęcam do własnych działań. Jak to się mówi, najłatwiej jest krytykować, trudniej zrobić coś samemu.

 

Czy działalność Twojego męża ma wpływ na Twoją twórczość i na odbiór Twojej sztuki w świecie artystycznym?

 

Pasją mojego męża jest filozofia i historia. Dlatego namawiał mnie, abym szła swoją ścieżką, ale też ścieżką sztuki tradycyjnej, opartej na pięknie. Było to trochę wbrew naukom na ASP, bo tam nas kierowano do nurtu sztuki nowoczesnej, często abstrakcyjnej i niezrozumiałej dla zwykłego odbiorcy.

Działalność polityczna i społeczna trochę zaburza mi rytm pracy, bo teraz ja wspieram Męża i czasem brakuje mi czasu na twórczość. Doba jest za krótka. Jeśli chodzi o obrazy, czasami tworzymy wspólnie. Mamy tematy, które się uzupełniają- Sebastian lepiej maluje góry i martwą naturę, ja wolę postacie ludzkie i zwierzęta. Zdarzało nam się robić wspólne projekty, jak seria wielkoformatowych ponad 40 obrazów przedstawiających góry i narciarzy retro do hotelu w Zakopanem, graffiti farbami UV w klubie bilardowym, czy obraz inspirowany Caravaggiem w restauracji hotelowej. To zawsze była przygoda, ale też próba dla naszego związku!

 

Poza tym zawsze, kiedy nie wiem, jak "rozgryźć" jakiś temat, mogę liczyć na jego pomoc w zakresie kompozycji obrazu.

Zdanie innych artystów nie jest dla mnie decydujące. Od dawna idę swoją drogą. A na pewno nie interesuje mnie, czy ktoś moje obrazy ocenia przez pryzmat działalności społecznej mojego Męża. Przecież to są dwie osobne sprawy.

 

Jakie są Twoje artystyczne plany i marzenia?

 

Myślę o założeniu własnej organizacji, zajmującej się sztuką. Mam już sporo kontaktów na świecie, moim marzeniem jest zrobienie międzynarodowego pleneru dla artystów, na którym Artyści z różnych stron świata po swojemu zrealizują prace, będące ich spojrzeniem na góralską kulturę. Myślę też, że na Podhalu jest wiele takich, jak to nazwałaś "pereł". One potrzebują wsparcia, żeby nie porzucić swojej pracy artystycznej, która często jest żmudna i dopiero po latach przynosi efekty. Jeśli chodzi o mnie, kontynuuję moją pracę, cykle tańców góralskich i portretów. Tu nie ma rewolucji, nie mogłabym robić nic bardziej inspirującego.

Ale zaskoczę Cię. Mam pomysł na książkę. Mam kilka historii do opowiedzenia. Może pod pseudonimem :) Nie mam czasu na razie, ale któregoś dnia usiądę i ją napiszę. Może będziemy miały okazję wtedy o tej książce porozmawiać.

 

Co daje Ci siłę i motywację do działania? Co jest Twoją inspiracją w życiu i sztuce?

 

Siłę daje mi miłość i przyjaźń. Jestem otoczona ludźmi, których kocham. Przyjaźnię się z ludźmi, którzy są motywacją do rozwoju, którzy nie narzekają tylko działają. Spokój daje mi Bóg, modlitwa i medytacja. Samo malowanie też jest rodzajem medytacji. A kiedy mam problem rozkładam matę do jogi, lub idę w góry.

 

 Portal ZgórLalka pracuje aktualnie nad projektem utworzenia kobiecej przestrzeni na terenie Kościeliska.Czy uważasz, że tego typu inicjatywa jest potrzebna i pożądana, czy ma szansę powodzenia? Czy zechciałabyś stać się jej częścią?

 

Na pewno warto, aby było więcej organizacji wspierających kobiety. Jeśli jest jakiś monopol na rynku, zawsze dochodzi do degeneracji. 

A mnie się marzy taka organizacja, która docenia kobiety, potrafi wychwycić ich talenty i je pożytecznie wykorzystać, pomagając jednocześnie tej osobie w rozwoju. Taki krąg osób pozytywnych i dobrze życzących sobie nawzajem.

Istnieje coś takiego jak więź kobiet... Są wskazówki przekazywane kobietom z pokolenia na pokolenie. Uważam, że można dzielić się doświadczeniem z innymi kobietami, wspierać je w ich rozwoju, dostrzegać ich talenty. Uczyć się razem czegoś wartościowego.

Na pewno będę za Ciebie trzymać kciuki. Doceniam Twoją odwagę i to, że wyrażasz swoje zdanie i rozwijasz się jako kobieta, pisarka i mama. Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, wiesz gdzie mnie szukać.

 

Jak wyobrażasz sobie swoje życie, zarówno to prywatne i zawodowe, za 10-20 lat?

 

Żyjemy w dziwnym czasie. Nasze życie od półtora roku stanęło do góry nogami. Życzyłabym sobie, aby świat wrócił do normalności. Zakładając, że tak będzie, moim priorytetem są moje dzieci. Żeby mogły żyć w lepszym świecie, założyć rodziny, pracować z pasją i rozwijać swoje zdolności, którymi obdarzył ich Bóg.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: LalkazGór-Jasmina Sabatini

Link:https://www.facebook.com/monikastanislawskapiton

 

liczba odwiedzin: 586