Postaw granice...

Dzisiejsze piątkowe przemyślenie skierowane jest do osób, które pozwalały bądź pozwalają „wchodzić sobie na głowę”.

Powiedz szczerze. Czy jak wchodzisz do sklepu pełnego ludzi to pchasz wózki wszystkim znajomym, których spotkasz czy pchasz tylko swój? Zauważając znajomego idącego piechotą, zatrzymujesz się, zawracasz (tym samym zmieniając kierunek jazdy) i podwozisz tą osobę?  Kiedy smażysz coś na głębokim tłuszczu masz patologiczną potrzebę wsadzenia do niego dłoni? Nie, nie robisz tego, ponieważ masz jasno wyznaczony cel i skupiasz się na nim, a nie na celach innych osób. Jeśli wiesz, że tłuszcz poparzy ci dłoń, co nie jest dla ciebie dobre to logicznym jest, że go nie dotykasz. To dlaczego do cholery, bo inaczej się nie wyrażę, w sytuacjach towarzyskich zachowujesz się zupełnie odwrotnie?

Trochę cię tu usprawiedliwię, tym samym siebie, ponieważ dawniej wciąż popełniałam ten błąd. W sklepie, na drodze, generalnie w prostych sytuacjach życiowych mamy określony kierunek. Wiemy, że idziemy do sklepu, żeby zrobić zakupy. Jedziemy samochodem, aby dojechać do domu. Wiemy również co sprawi nam ból, co może nam zaszkodzić. Jesteśmy zaprogramowani na przetrwanie. W relacjach z innymi ludźmi ten cel jest często niejednoznaczny, więc łatwo jest go przeoczyć.

Ostatnio mojej bliskiej znajomej ktoś „złamał serce”. Spotykała się od dłuższego czasu z chłopakiem, który ostatecznie stwierdził, że wiązała ich relacja koleżeńska. Nakreślę w skrócie, że facet wysyłał jej sprzeczne sygnały, zapraszając do siebie na wspólne oglądanie seriali, całując ją, przytulając, prosząc o pewne przysługi np. odbieranie z pracy itd. Do brzegu, kiedy już moja znajoma zrozumiała co się wydarzyło – zwyczajnie ktoś się nią zabawił, postanowiła sprawę zakończyć. Jaka była jej wiadomość do jegomościa? Nie ochrzaniła palanta. Napisała, że inaczej to widziała, trochę się rozczarowała i w ogóle jest super osobą. Tutaj solidarność jajników wzywa. Kochana nie jedna była na twoim miejscu, ale nadszedł czas, by postawić granice!

Wiem, że trudniej rozróżnić jakie ktoś ma wobec ciebie intencje niż wybrać jajka w sklepie, ale musimy się tego nauczyć zanim zaczniesz pchać nieświadomie obładowany wózek jakiegoś… mężczyzny. Od czego zacząć? Zaczynamy od prostego pytania, zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji, brzmi ono: czy to będzie dla mnie dobre? Jeśli wiesz, że spotkanie z kimś dla kogo jesteś opcją na nudę i ma inne zamiary wobec ciebie niż ty wobec niego, przyniesie ci smutek to na Boga nie wsadzaj ręki w ten tłuszcz, bo oparzenie boli bardziej niż jakiekolwiek złamanie czy ukłucie. Ustal swoje granice. Zastanów się na co chcesz pozwolić innym ludziom i stanowczo zabraniaj im wziąć więcej niż chcesz dać. Jeśli masz kogoś w znajomych kto nieustannie oczekuje, że będziesz wysłuchiwać jego problemów, nie dając nic w zamian to wyrzucaj te jego skiśnięte jogurty ze swojego koszyka i uciekaj czym prędzej.

Krok 1: Zatrzymaj się. Zauważ swój błąd. Narysuj niewidoczną granicę i zacznij siebie pytać co dla ciebie będzie korzystne.

Krok 2: Nie istnieje!

 

Dziękuję za uwagę,

Kalina Sabatini

 

liczba odwiedzin: 72