Milczenie Podhalańskich owiec

Co łączy kobiety, owce i przemoc? 

Otóż całkiem sporo jak się okazuje. Bez obrazy dla obu, kobiet i owiec. To tak na wypadek, gdyby któraś z Pań poczuła się urażona tym nietypowym połączeniem ich ze zwierzęciem gospodarskim.

 

Kobiety są jak owce. Otóż właśnie takie porównanie przyszło mi do głowy, być może nawet troszkę zabawne, że kobiety, a zwłaszcza te podhalańskie/góralskie są jak owce. Dlaczego tak uważam? Już wyjaśniam. ,,Owca to zwierze stadne". Hmm, myślę sobie, że kobiety także. Co prawda, każda z nas to niepowtarzalna i oryginalna jednostka, jednak mamy taką tendencję, że dążymy do przebywania w grupie. Razem kawa, razem pogaduchy, razem siusiu w toalecie, razem na podryw, razem na zakupy, razem o facetach. Nawet menstruację możemy mieć jakimś magicznym sposobem razem, jednocześnie. Synchronizujemy się przebywając RAZEM. 

O co chodzi z tym byciem w stadzie? Cytuję dalej: "Stadność oznacza m. in.:

- jedna owca zazwyczaj będzie chciała iść do drugiej owcy [czy i my kobiety tak nie robimy?]

- jedna grupa owiec będzie chciała przyłączyć się do drugiej grupy (w myśl zasady im więcej tym fajniej) [już w wieku przedszkolnym małe dziewczynki mają do tego tendencję],

- oddzielona owca będzie robiła wszystko, żeby powrócić do stada [być może nie każda kobieta tak ma, jednak wydaje mi się, że nie lubimy być poza grupą, czuć się odrzucone],

- jeśli jedna owca gdzieś ruszy to inne owce zazwyczaj pójdą za nią,

- owce pozostają w kontakcie wzrokowym z resztą stada [my kobiety, raczej w kontakcie telefonicznym] ". Hmm, niby to o owcach, a jednak nadal mam wrażenie, że całkiem dużo o kobietach. 

I dalej: " Zachowanie owiec w stadach mieszanych zazwyczaj zależy od tego jak zachowuje się większość owiec i/lub owca dominująca w stadzie". No tak. Coś w tym jest, że chcąc być w grupie, chcąc jej akceptacji staramy się wpasować w panujące w niej niepisane reguły, przy zachowaniu swojej indywidualności.  

Tego typu informacji na temat owiec, a i kobiet mimochodem, jest całkiem sporo, tych właśnie "podobieństw", jakie wydaje mi się cechują nas i owieczki. Zwłaszcza w kwestii tytułowego milczenia.

Tak Drodzy Państwo, a teraz to, co dla nas najważniejsze, to nasze milczenie. To tytułowe milczenie podhalańskich owiec. Cytuję: "...w przeciwieństwie do innych zwierząt (...), owce mają tendencję ukrywać ból i kontuzje. Zatem zawsze należy być wyczulonym na kondycję owiec i samemu uważnie je obserwować nie czekając na jakieś niepokojące sygnały od owcy". Brzmi znajomo, prawda?

 

Mam nadzieję, że dzięki tym raczej bardzo ogólnikowym informacjom sens mojego porównania kobiet do owcy stał się teraz jaśniejszy i bardziej zrozumiały, zwłaszcza dla Tych, którzy mogli mieć z tym problem. 

 

Otóż Drodzy Państwo, osobiście uważam, że kobiety milczą. Milczą na temat krzywd, jakie je spotykają. Milczą na temat przemocy w domu, w pracy, w związku. Milczą na temat przemocy fizycznej, emocjonalnej czy też finansowej. Ja sama nie doświadczyłam przemocy, natomiast niejednokrotnie jako dziecko, nastolatka czy też w dorosłym życiu, byłam jej świadkiem. Również milczałam. Powodem mojego milczenia był strach, niezrozumienie i wzorce, które otrzymałam. Strach być może był uzasadniony i raczej wynikał z tego, że nie wiedziałam, jak reagować na widzianą przemoc. Być może nie wiedziałam, że powinnam reagować? 

To, co pamiętam z tamtych czasów, to bezradność kobiet, ich zobojętnienie na przemoc (które wynikało ze zmęczenia i bezsilności) i ogromny smutek widziany w ich oczach, nie wspominając już o śladach na ciele i twarzy. Pamiętam również powtarzane przez dużo starsze ode mnie kobiety słowa. Mówiły, że takie jest życie. Że taki los kobiet. Że wszystko da się przeżyć. Że nie ma kącika bez krzyżyka. Że zawsze może być gorzej. 

 

Teraz patrzę na to wszystko z innej perspektywy. Jestem żoną, matką. Matką kobiety. Nie życzę sobie, by była świadkiem takiego milczenia, jakie ja widziałam. Nawet jeśli spotka ją coś złego, ma głośno o tym krzyczeć i ma zostać usłyszana! 

 

A może to nie owce milczą? Może to wszyscy patrzący i widzący przemoc milczą? Może owce krzyczą, lecz ktoś lub coś zagłusza ich wołanie o pomoc? Może ktoś lub coś tłumi głos ofiar? 

 

Drodzy Państwo, przemoc jest wszędzie, objawia się w różny sposób, przybiera różnorakie formy i dotyczy bardzo różnych osób niezależnie od płci czy wieku. Chcę podkreślić, że Podhale nie jest kolebką przemocy, czy też azylem dla oprawców i więzieniem dla ofiar. Natomiast przypomnę tylko, że do dnia dzisiejszego, Zakopane pozostaje jedyną polską gminą, która nie podpisała, nie przyjęła tzw. uchwały antyprzemocowej, która umożliwia wielu instytucjom reagowanie i pomoc osobom poszkodowanym, ofiarom przemocy. Radni głosujący przeciwko tejże uchwale przekonują, że ww. uchwała może otworzyć drzwi do niszczenia rodzin, odbierania im dzieci, czy też inwigilowania obywateli bez ich wiedzy. Twierdzą, że obecne narzędzia interwencyjne są wystarczające, by zapobiegać przemocy. Czyżby?

 

Tak sobie myślę, że głos ofiar przemocy, to ich "beczenie" nie może tak po prostu nieść się echem po górskich szczytach i dolinach i znikać gdzieś we mgle. Skoro my kobiety jesteśmy gatunkiem stadnym i chcemy iść tam, gdzie pozostałe, robić to, co pozostałe, to miejmy również odwagę krzyczeć jak te, które zdobyły się na to i sprawmy by wiedziano o naszej krzywdzie, jeśli takowa się wydarza i nie pozwólmy, by nasz krzyk został stłumiony. 

 

Tego Wam i sobie życzę.

Mama Z Podhala

 

*cytaty na temat owieczek zostały zaczerpnięte z: http://bordercollie.info.pl/index.php/pasterskie-opowiesci/417-04-troch…

 

liczba odwiedzin: 117