Metamorfoza „Flaminga”

Boisz się krytyki innych? Boisz się, że nie zniesiesz, nie przetrwasz, nie dasz rady?….

Wyobraź sobie taką sytuację: dzień dopiero się zaczął, budzisz się i od razu czujesz przytłaczającą Cię melancholię. Pierwsza myśl, jaka przychodzi Ci do głowy brzmi ,,Nie tak wyobrażałam/em sobie swoje życie!”. Ten stan wydaje się beznadziejny, dlatego że nie potrafisz nawet jednoznacznie określić przyczyny swojego przygnębienia. Masz wszystkiego dosyć, płaczesz z bezradności…

Tak naprawdę marzysz, by ten dzień zniknął z osi Twojego życia zanim na dobre się rozpoczął.

Gnębiące Cię myśli dają wrażenie przesłuchania. Osaczają Cię i nie dają spokoju. Nie dają się odpędzić. Czujesz się niemal dociśnięta/ty do muru.

Czy nie masz wrażenia, że Twój stan emocjonalny przypomina dmuchanego flaminga, z którego bardzooo pooowoli, ale już od dłuższego czasu uchodzi powietrze? Czy masz świadomość, że w takim stanie „FLAMING” nie będzie mógł odlecieć, odfrunąć? On być może unosi się delikatnie i ponownie opada, ale już nie uleci w przestrzeń. Będzie tak lewitować w miejscu, aż w końcu opadnie na dobre.

Co dalej? Nurtuje Cię pytanie wylosowane z puli WŁASNYCH pytań, które SAM /SAMA sobie zadajesz. Kolejny raz pytanie to pozostaje bez odpowiedzi...

Próbujesz wybrnąć z patowej sytuacji, nie chcesz „flaminga”, z którego uciekło już niemal całe powietrze. I dlatego starasz się odszukać optymalną wersję rozwiązania Twojego problemu. Jednak na tę chwilę nie masz pomysłu...

Moi Drodzy! Antidotum istnieje! Całego świata nie uleczymy, ALE tak naprawdę doskonale znamy odpowiedz na pytanie przed czym, lub przed kim uciekamy. W głębi serca wiemy, co sprawia, że powietrze ulatuje z Naszego flaminga. Podstawowym problemem jest to, iż ignorujemy i wypieramy ten fakt.

Dlaczego tak się dzieje? Unikamy konfrontacji z prawdą. Boimy się prawdy. To nasz słaby punkt. Prawda, a już zwłaszcza o samym sobie bywa bolesna...

Być może boisz się krytyki innych? Boisz się, że nie zniesiesz, nie przetrwasz, nie dasz rady?…. Dezercja tam, „gdzie pieprz rośnie”, gdzie nikt Cię nie zna wydaje się być jedyną logiczną opcją. To miejsce będzie bezpieczne, będzie azylem. Tam poczujesz ulgę, złapiesz upragniony oddech. Wmawiasz Sobie: Może tam uda mi się pozbierać resztki godności, która od dawna sflaczała jak ten przykładowy flaming unosi się bezwładnie na tafli oceanu życia.

Wyobrażam ją sobię. Moją Utopię. Krainę szczęścia „gdzie pieprz rośnie”. Taką „pieprzo-landię”. I uśmiecham się sama do siebie. A to dobre. Ha ha ha...

Zdradzę Wam sekret. Wiele razy myślałam o dezercji, marzyłam o krainie szczęścia. Pragnęłam tej „pieprzo-landii”, w której mogłabym się schować przed całym światem. I co? Nawet na „pieprzo-landię” trzeba mieć pomysł, czas, a przede wszystkim ODWAGĘ i MOŻLIWOŚCI. Mi tego zabrakło.

Jeżeli jednak „Pieprzo -landia” jest jedynym Antidotum na to, by naprawić „flaminga”, pozwolę sobie SAMA wystawić receptę na ten „lek”. Czy skorzystam? Czy recepta się nie przeterminuje? Niech życie zweryfikuje!

Nadszedł czas na pierwszy krok! Podejmij decyzję i działaj! Niech ta decyzja, ten dzień odmieni Twoje życie i sprawi, że stanie się ono właśnie „tą” szczególną wersją, którą wiele razy widziałaś/eś oczyma swej wyobraźni.

Życzę Sobie i Wam odwagi, wiary w Siebie oraz cudnych pejzaży, które odkryjemy za horyzontem, jeśli tylko pozwolimy, by flaming znów napełnił się powietrzem i uniósł daleko w przestrzeń ;)

 

zGórLalka-Jasmina Sabatini 

     

liczba odwiedzin: 59