Kobiece braterstwo

 

 

„Nie liczy się to ile posiadasz, ale ile dajesz innym i jak się z nimi dzielisz. Pomagając innym pomagasz i sobie. Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście.” – Robert Baden–Powell.

 

Ostatnio częściej zauważam, że zarówno osoby prywatne, znane mi kobiety przedsiębiorcze, jak i większe firmy i korporacje, coraz częściej odnoszą się do pojęcia „siostrzeństwa” (ang. sisterhood). Idea ta opiera się na współpracy, łączeniu kobiecych sił i umiejętności, wzajemnym wsparciu, rozwoju, pomocy, funkcjonowaniu w kobiecej społeczności.

Kobiety coraz częściej współpracują i promują wzajemnie swoje przedsięwzięcia. Wizażystki zostawiają swoje wizytówki w kwiaciarniach, rekomendują zaufane fryzjerki i fotografki, krawcowe polecają sklepy z materiałami, stylistki proponują sprawdzone butiki. Sam portal ZGórLalka, jest dla mnie kolejnym doskonałym przykładem siostrzeństwa – tworzony przez kobiety, mówiący o historiach kobiet z regionu i nie tylko.

Paniom, które rozumieją, że współpraca wzbogaca, daje nowe możliwości i doświadczenia, nie jest konkurencją, szczerze gratuluję. Tym, które jeszcze się na to nie zdecydowały – z serca polecam. Razem jest raźniej, weselej, łatwiej.

Cytując wiadomość, którą dziś dostałam od mojej długoletniej przyjaciółki – „siostrami nie zawsze trzeba się urodzić”, odważę się powiedzieć, że bywa nawet, że z przyjaciółką możemy się porozumieć lepiej, niż z osobą, z którą łączą nas więzy krwi. Posiadanie w swoim życiu osoby, z którą rozumiem się w pół słowa, z którą cisza nie jest dyskomfortem (bo czasem wystarczy przy sobie po prostu posiedzieć), której nie muszę tłumaczyć co czuję, uważam za wielki skarb.

Szczególnie teraz, w dobie pandemii, uważam za szczególnie ważne, żeby dla siebie być. Po prostu być. Rozejrzeć się wokół i sprawdzić, czy któraś z nas nie potrzebuje pomocy, czy nie „jedzie na oparach benzyny”, czy nie brakuje jej wsparcia i rozmowy. W jednym z podcastów, których słucham, kilka dni temu pojawiło się stwierdzenie, które zapadło mi w pamięć – nawet jeśli myślisz, że nie masz nic do zaoferowania, to „nic” może być dla kogoś wszystkim”. Podążając za tą myślą, mam oczy szeroko otwarte i oferuję spacer lub rozmowę komuś, kto tego potrzebuje. Korzyść jest obopólna, bo poczucie bycia potrzebnym i możliwość zrobienia czegoś, chociażby małego, dla kogoś innego ładuje moje baterie.

Dzielmy się energią, łączmy siły i wspierajmy nawzajem :)

Anna Matysiak-Bachleda

liczba odwiedzin: 186